Jaskinie Podróże Nurki Grafika Mizar Teksty Kulinaria Lemkov Namiary Mapa RSS English
Spelunka Trybików Nurki 2010 Bałtyk 2010 YAC Software
  Wróć

Wprowadzenie

Życie morskie

2011

2010

Dahab 2010

Gozo 2010

Bałtyk 2010

Gaładuś 2010

Swanage 2010

West Bay 2010

Palau i Yap 2010

Pluszne 2010

2009

2008

Bałtyk 2010
Drugi mój i pierwszy Marci wypad na bałtyckie wraki - zaraz po naszej wizycie nad Gaładusią.

Pierwsze dwa dni spędziliśmy na robieniu kursu wrakowego PADI, na wrakach odwiedzonych rok wcześniej (trałowiec, kanonierka, Bryza i Wicher; wszystkie w zatoce helskiej).

Tym razem pływało mi się znacznie lepiej, ale nadal było zimno, ciemno i średnio widoczno. :-) Kurs zrobiony, bardzo ciekawe ćwiczenia, szczególnie na Bryzie (gdzie poręczowaliśmy ładownię czy cóś; wejście odbyło się zupełnie spokojnie, jednak przy wyjściu musiałem oglądać poręczowanie z odległości dosłownie kilku centymetrów - taka była widoczność po tym jak wzburzyliśmy osad).

Niestety, ogólnie warunki były nieco gorsze (niż na poprzednim wypadzie) i nie widziałem wiele życia pod wodą; stąd też mało zdjęć. A problemy ze sprzętem wcale nie pomagały (obudowa Ikelite, lampa DS 51 i Canon G11) - po kilku nieudanych sesjach zdjęciowych (wszystkie zdjęcia mocno prześwietlone) zacząłem pływać bez sprzętu foto - po co się niepotrzebnie wnerwiać...

To była czwartkowo-piątkowa część wyprawy; na część łikendową przyjechało znacznie więcej osób, a nurki odbywały się na pełnym morzu. Z pokładu łódki Litoral - full wypas (jak na warunki polskie) - pod pokładem normalny kibel, tudzież koje dla zmęczonych, na pokładzie miejsca na kilkanaście osób, winda(!) do / z wody, ciepłe picie lub zupki po nurkowaniu, obsługa znająca się na rzeczy.

W sobotę zrobiliśmy pogłębiarkę (do 39m) i tankowiec Burgmeister Petersen (do 30m). Bardzo zacne nurki, z niezłą widocznością, z niedziałającym aparatem foto (k***wa!).

A były wielkie dorsze stojące pod różnymi przewieszonymi częściami pokładu, wspaniałe widoki na wrak, rozwieszone sieci, itd. Właśnie, te sieci - w pewnej chwili znalazłem się nieco za blisko i już byłem zaplątany. Spoko, nie ruszać się! Sla zaraz podpłyną i odciął nić, która oplotła zawór butli. Gdybym miał się sam wyplątać, byłaby niezła zabawa!

Przy drugim nurku mieliśmy lekkie problemy z zanurzeniem - po zejściu na ponad 20 metrów, jedna osoba nieco źle się poczuła (tak narkozowo-azotowo), więc cała nasza czwórka wypłynęła na górę. Wtedy, przy ponownym zanurzeniu, każda osoba z pozostałej trójki wcześniej czy później miała problemy z przedmuchaniem uszu. Potem jednak poszło wszystko zgrabnie i składnie.

Następnego dnia mieliśmy płynąć na dwa kolejne wraki: Terrę (do 42 metrów) i żaglowiec (w końcu tu nie byliśmy).

Dopłynęliśmy nad Terrę i w trójkę (bez Marci, która miała już dość na ten wyjazd) zeszliśmy w dół. Tutaj była przyczepiona poręczówka w kierunku wraku, ale coś Jezus nie dogadał się ze Sla i popłynęliśmy w kierunku przeciwnym. Piękna pustynia...

Byliśmy na ok. 42m i zacząłem czuć lekki niepokój; wtedy zmniejszyłem głębokość o kilka metrów - uczucie niepokoju zniknęło. Niestety, pewnie wtedy zacząłem oddychać zbyt szybko i zamarzł mi automat (po raz pierwszy) - były tylko 2 lub 3 stopnie C! Na szczęście zero paniki, Jezus podał mi octopusa i zaczęliśmy powolne wynurzanie. Po kilku metrach zrobiło się cieplej i po dwukrotnym zakręceniu i odkręceniu butli automat się odmroził. Resztę wynurzenia mogłem zrobić na własnej butli (bo zaczęliśmy wychodzić, bez próby dalszego pływania nad pustym dnem).

Ale wtedy pojawił się kolejny problem - wpadłem w deco - 19 minut! Jednak dzięki kursowi free divingu (z Jezusem) nie miałem już takich problemów z szybkim zużywaniem powietrza jak kiedyś i spokojnie wystarczyło mi zapasu na całego nurka z przystankami. Kiedyś zużywałem chyba z 2x więcej powietrza niż inni; teraz na 15l butli zużywam nieco mniej "atmosfer" niż inni na 12l - znacznie lepiej i naprawdę polecam kurs free divingu (niby tylko ćwiczenia w oddychaniu, ale później szalenie pomagają).

Na powierzchni czekaliśmy bardzo długo na ostatniego nurka (który też siedział na dekompresji, ale znacznie dłuższej od naszej). Skończyło się na tym, że zamiast płynąć na żaglowiec, drugiego nurka zrobiliśmy na Terrze. I bardzo dobrze - jako jedyni nie widzieliśmy wraku, a ponoć jest zajebisty.

Tym razem nie było problemów ani z poręczówką, ani z automatem (mimo, że temperatura spadła do nawet 1 stopnia C!). Spokojnie przepłynęliśmy nad wrakiem w obie strony (na ok. 38m). Widoczność wspaniała i rzeczywiście wrak zupełnie niezły. Myślę, że inni, którzy zwiedzali wrak za pierwszym razem, wcale nie żałowali drugiego nurka w tym samym miejscu.

Potem dosyć długi powrót do portu (Władysławowo); tam żoncia na mnie już czekała. Potem w furę i... najpierw do Szczecina (gdzie pobraliśmy naszych znajomych) i dalej, do Anglii... Nie wiem, jak tam dojechaliśmy po takim łikendzie - pewnie trzymała mnie jeszcze adrenalina. Wspaniałe nurki (szczególnie te w łikend na otwartym morzu), fajna łódka i ekipa; polecamy!

Drugi mój i pierwszy Marci wypad na bałtyckie wraki - zaraz po naszej wizycie nad Gaładusią.

Pierwsze dwa dni spędziliśmy na robieniu kursu wrakowego PADI, na wrakach odwiedzonych rok wcześniej (trałowiec, kanonierka, Bryza i Wicher; wszystkie w zatoce helskiej).

Tym razem pływało mi się znacznie lepiej, ale nadal było zimno, ciemno i średnio widoczno. :-) Kurs zrobiony, bardzo ciekawe ćwiczenia, szczególnie na Bryzie (gdzie poręczowaliśmy ładownię czy cóś; wejście odbyło się zupełnie spokojnie, jednak przy wyjściu musiałem oglądać poręczowanie z odległości dosłownie kilku centymetrów - taka była widoczność po tym jak wzburzyliśmy osad).

Niestety, ogólnie warunki były nieco gorsze (niż na poprzednim wypadzie) i nie widziałem wiele życia pod wodą; stąd też mało zdjęć. A problemy ze sprzętem wcale nie pomagały (obudowa Ikelite, lampa DS 51 i Canon G11) - po kilku nieudanych sesjach zdjęciowych (wszystkie zdjęcia mocno prześwietlone) zacząłem pływać bez sprzętu foto - po co się niepotrzebnie wnerwiać...

To była czwartkowo-piątkowa część wyprawy; na część łikendową przyjechało znacznie więcej osób, a nurki odbywały się na pełnym morzu. Z pokładu łódki Litoral - full wypas (jak na warunki polskie) - pod pokładem normalny kibel, tudzież koje dla zmęczonych, na pokładzie miejsca na kilkanaście osób, winda(!) do / z wody, ciepłe picie lub zupki po nurkowaniu, obsługa znająca się na rzeczy.

W sobotę zrobiliśmy pogłębiarkę (do 39m) i tankowiec Burgmeister Petersen (do 30m). Bardzo zacne nurki, z niezłą widocznością, z niedziałającym aparatem foto (k***wa!).

A były wielkie dorsze stojące pod różnymi przewieszonymi częściami pokładu, wspaniałe widoki na wrak, rozwieszone sieci, itd. Właśnie, te sieci - w pewnej chwili znalazłem się nieco za blisko i już byłem zaplątany. Spoko, nie ruszać się! Sla zaraz podpłyną i odciął nić, która oplotła zawór butli. Gdybym miał się sam wyplątać, byłaby niezła zabawa!

Przy drugim nurku mieliśmy lekkie problemy z zanurzeniem - po zejściu na ponad 20 metrów, jedna osoba nieco źle się poczuła (tak narkozowo-azotowo), więc cała nasza czwórka wypłynęła na górę. Wtedy, przy ponownym zanurzeniu, każda osoba z pozostałej trójki wcześniej czy później miała problemy z przedmuchaniem uszu. Potem jednak poszło wszystko zgrabnie i składnie.

Następnego dnia mieliśmy płynąć na dwa kolejne wraki: Terrę (do 42 metrów) i żaglowiec (w końcu tu nie byliśmy).

Dopłynęliśmy nad Terrę i w trójkę (bez Marci, która miała już dość na ten wyjazd) zeszliśmy w dół. Tutaj była przyczepiona poręczówka w kierunku wraku, ale coś Jezus nie dogadał się ze Sla i popłynęliśmy w kierunku przeciwnym. Piękna pustynia...

Byliśmy na ok. 42m i zacząłem czuć lekki niepokój; wtedy zmniejszyłem głębokość o kilka metrów - uczucie niepokoju zniknęło. Niestety, pewnie wtedy zacząłem oddychać zbyt szybko i zamarzł mi automat (po raz pierwszy) - były tylko 2 lub 3 stopnie C! Na szczęście zero paniki, Jezus podał mi octopusa i zaczęliśmy powolne wynurzanie. Po kilku metrach zrobiło się cieplej i po dwukrotnym zakręceniu i odkręceniu butli automat się odmroził. Resztę wynurzenia mogłem zrobić na własnej butli (bo zaczęliśmy wychodzić, bez próby dalszego pływania nad pustym dnem).

Ale wtedy pojawił się kolejny problem - wpadłem w deco - 19 minut! Jednak dzięki kursowi free divingu (z Jezusem) nie miałem już takich problemów z szybkim zużywaniem powietrza jak kiedyś i spokojnie wystarczyło mi zapasu na całego nurka z przystankami. Kiedyś zużywałem chyba z 2x więcej powietrza niż inni; teraz na 15l butli zużywam nieco mniej "atmosfer" niż inni na 12l - znacznie lepiej i naprawdę polecam kurs free divingu (niby tylko ćwiczenia w oddychaniu, ale później szalenie pomagają).

Na powierzchni czekaliśmy bardzo długo na ostatniego nurka (który też siedział na dekompresji, ale znacznie dłuższej od naszej). Skończyło się na tym, że zamiast płynąć na żaglowiec, drugiego nurka zrobiliśmy na Terrze. I bardzo dobrze - jako jedyni nie widzieliśmy wraku, a ponoć jest zajebisty.

Tym razem nie było problemów ani z poręczówką, ani z automatem (mimo, że temperatura spadła do nawet 1 stopnia C!). Spokojnie przepłynęliśmy nad wrakiem w obie strony (na ok. 38m). Widoczność wspaniała i rzeczywiście wrak zupełnie niezły. Myślę, że inni, którzy zwiedzali wrak za pierwszym razem, wcale nie żałowali drugiego nurka w tym samym miejscu.

Potem dosyć długi powrót do portu (Władysławowo); tam żoncia na mnie już czekała. Potem w furę i... najpierw do Szczecina (gdzie pobraliśmy naszych znajomych) i dalej, do Anglii... Nie wiem, jak tam dojechaliśmy po takim łikendzie - pewnie trzymała mnie jeszcze adrenalina. Wspaniałe nurki (szczególnie te w łikend na otwartym morzu), fajna łódka i ekipa; polecamy!
Bałtyk 2010
Poprzednie Następne Zamknij
[MJT] Marcia i Jezus przy trałowcu
[MJT] Marcia i Jezus przy trałowcu
Poprzednie Następne Zamknij


[MJT] Wypływamy na pełne morze; widok na końcówkę Helu
[MJT] Wypływamy na pełne morze; widok na końcówkę Helu
Poprzednie Następne Zamknij


[MJT] Życie na Litoralu
[MJT] Życie na Litoralu
Poprzednie Następne Zamknij


[MJT] Pierwszego dnia Marcia jeszcze z nami wypłynęła...
[MJT] Pierwszego dnia Marcia jeszcze z nami wypłynęła...
Poprzednie Następne Zamknij


[MJT] Ale coś nie była super zadowolona :-)
[MJT] Ale coś nie była super zadowolona :-)
Poprzednie Następne Zamknij


[MUT] Pierwszego dnia też było w miarę luźno; drugiego było już znacznie więcej osób
[MUT] Pierwszego dnia też było w miarę luźno; drugiego było już znacznie więcej osób
Poprzednie Następne Zamknij


[MUT] Przed pierwszym nurkiem...
[MUT] Przed pierwszym nurkiem...
Poprzednie Następne Zamknij


[MUT] I gotowy do akcji - musiałem jeszcze chwilę poczekać na resztę
[MUT] I gotowy do akcji - musiałem jeszcze chwilę poczekać na resztę
Poprzednie Następne Zamknij


[MUT] Tak, ta wzburzona woda to środek naszego morza!
[MUT] Tak, ta wzburzona woda to środek naszego morza!
Poprzednie Następne Zamknij


[MUT] Winda - pierwszy raz miałem okazję skorzystać; fantastyczna sprawa (szczególnie przy wychodzeniu)
[MUT] Winda - pierwszy raz miałem okazję skorzystać; fantastyczna sprawa (szczególnie przy wychodzeniu)
Poprzednie Następne Zamknij


[MJT] W już w wodzie z Jezusem i Adamem
[MJT] W już w wodzie z Jezusem i Adamem
Poprzednie Następne Zamknij


[MUT] Komisja powitalna w porcie
[MUT] Komisja powitalna w porcie
Poprzednie Następne Zamknij


[MUT] Tu Marcia czekała na męża powracającego z morza...
[MUT] Tu Marcia czekała na męża powracającego z morza...
Poprzednie Następne Zamknij


Góra

Komentarze
#1
Sla napisał(a) dnia 2010-11-10 10:44:15
Czesc,
Fajny opis bardzo udanego nurkowego weekendu.

Pozdrawiam.
Sla

Góra

Dodaj komentarz (pola z gwiazdką są obowiązkowe)
Imię / ksywa *
Mail (pozostanie ukryty) *
Twoja strona
Komentarz (bez tagów) *
Wpisz tekst wyświetlony poniżej *
 

Góra